Dlaczego boimy się spraw duchowych?

Dlaczego boimy się spraw duchowych?

Artykuł napisany dla czasopisma „Chrześcijanin”, który ukazał się w wydaniu jesiennym 2016 (nr 7-9)

Większość ludzi obecnie funkcjonuje i żyje w świecie pełnym gadgetów, fastfoodów oraz reklam napędzanych filozofią materializmu. Jednocześnie interpretują rzeczywistość po tym, co można dotknąć, sprawdzić, poczuć lub ostatecznie posiadać. W konsekwencji dokonują oceny i wyrabiają sobie własny pogląd na otaczającą rzeczywistość. Tak funkcjonuje świat ludzi na nim żyjących. Czy jednak chrześcijanie to też część tego świata? A może powinniśmy spojrzeć na siebie jako Dzieci Boże z perspektywy Nieba i nazwać nas „ludźmi nie z tego świata”?

Lęk przed odkryciem

Odnoszę wrażenie, że współczesne chrześcijaństwo jest przenikane przez trendy, schematy i stereotypy funkcjonujące ogólnie w tym wyżej wymienionym świecie. Dlatego bardzo często to, co ma duchowy wymiar, co nie może być poznane empirycznie, co wymaga zaangażowania i wiary, i nie jest do końca weryfikowalne ani mierzalne, staje się dla współczesnego chrześcijanina bardzo często odległą, wręcz abstrakcyjną rzeczywistością. Zawsze wszystko to, co jest odległe lub nieznane, co nie może być przez nas doświadczone wg naszych własnych metod myślenia i sposobów działania, w oczywisty sposób budzi niepokój, a nawet i lęk.

Sądzę, że duchowy wymiar może być poznany tylko przez człowieka, który poddaje się całkowicie Duchowi. A to dzisiaj staje się coraz trudniejsze. Ludzie podążają zgodnie ze świeckim mainstreamem w poszukiwaniu realizacji swoich ambicji i marzeń, które chcą osiągnąć szybko tu i teraz. A świat duchowy nie jest jednak częścią mainstreamu lecz częścią Bożego planu zbawienia. Zadając pytanie, dlaczego boimy się świata duchowego albo spraw duchowych, nieodparcie nasuwa się refleksja, że w świadomości człowieka, świat duchowy jest tym światem, który przenika wszystko to, co jest ukryte i to, co chcielibyśmy ukryć przed innymi. Inaczej mówiąc, sprawy duchowe, manifestacje duchowe i rzeczywistość duchowa obnażają najskrytsze zakamarki ludzkiego serca, uzewnętrzniając jego najciemniejsze strony. Tak więc ten lęk lub strach przed zdemaskowaniem tychże pielęgnowanych, ukrytych rzeczy, jest jednym z podstawowych powodów, dla których ludzie wolą poruszać się po płytkiej płaszczyźnie materialnych doznań.

Lęk przed duchowym wymiarem

Apostoł Paweł w I liście do Koryntian powiada, że człowiek zmysłowy uważa rzeczy duchowe za głupie, ponieważ nie potrafi ich rozeznać1I List do Koryntian 2:11-16. Oznacza to, że nie potrafi się w nich odnaleźć ani ich zrozumieć. Dlatego, że tym, co kieruje jego działaniem są zmysły. Zmysłami odbiera świat go otaczający, natomiast przeciwstawia się temu człowiekowi zmysłowemu inny rodzaj, to jest człowiek duchowy, który rozumie rzeczy duchowe. Ten duchowy człowiek ma relacje z Duchem Bożym, komunikuje się z nim na poziomie ducha, Bóg jest centrum jego życia, Chrystus jest Panem jego codzienności. To oznacza, że duchowy wymiar nie jest dla niego obcy.

Lęk przed duchowymi manifestacjami, przed światem, w którym rządzi szatan i jego demony wynika też bardzo często, moim zdaniem, z płytkiej relacji z Bogiem, ponieważ jeśli Bóg nie jest moim jedynym autorytetem i w Nim nie mam zaspokojonych wszystkich potrzeb, jeśli On nie jest moim najwyższym priorytetem i tak naprawdę nie mam z Nim relacji jak syn z ojcem, to demoniczny świat przy swoich manifestacjach zawsze będzie powodować strach i wycofanie, inaczej można by powiedzieć – sam z siebie nie mam mocy, aby się jemu przeciwstawić, a Ten, który powinien być moją twierdzą w walce z ciemnością jest daleko ode mnie, dlatego czuję się słaby.

Prawdą jest też to, że wielu dzisiejszych chrześcijan należy do tej grupy, o której mówi Pan Jezus w objawieniu Jana, adresując list do zboru w Laodycei2Objawienie Jana 3: 15-17, opisując ich stan jako letni, a więc mętny, tak naprawdę byle jaki, płytki. To znaczy, że ten stan powoduje daleko idące konsekwencje. Są one powiązane ze świadomością chodzenia w autorytecie Pana Jezusa. Letni nie jest w stanie posługiwać się autorytetem, który daje Chrystus, a aby dokonywać przełomów w świecie duchowym, i skutecznie przeciwstawiać się demonicznym inwazjom, potrzebujemy być gorącymi dla Chrystusa i chodzić w Jego autorytecie. To jest wyzwanie, które polega na tym, że chodzimy w bliskiej relacji z Bogiem, a w dalekiej relacji z ogólnie pojętym, współczesnym mainstreamowym chrześcijaństwem.

duchowy wymiar 2

Niebezpieczna strefa komfortu

Zastanawia mnie jeszcze jeden fakt, nad którym często pochylam się, a jest on związany z pewnym istniejącym, od początku chrześcijaństwa, konfliktem. To konflikt pomiędzy cielesnością a duchowością, pomiędzy duchem a materią. Mam często nieodparte wrażenie, że za fasadą chrześcijańskich sloganów, które często wypowiadane są w sposób pełen patosu i egzaltacji, nie kryje się nic oprócz hiper marketingowego kościoła. Hiper marketing chrześcijański prowadzi do tego, że poszukujemy rzeczy, przedmiotów, a nie Ducha. Stąd wolimy uciekać od wszystkiego, co duchowe – nieznane, czego nie rozumiemy, by kierować się do półek wypełnionych kolorowo opakowanymi rzeczami, które wybieramy sobie na kolejnych spotkaniach kościoła, na różnych poziomach jego działalności.

Wchodzenie w sferę ducha, rozprawianie się z duchowymi niemocami, to jest ciężka i odpowiedzialna praca. Być może używając słowa „praca” wywołuję tutaj, w tym momencie, zdziwienie czytelnika, bo wolelibyśmy powiedzieć „służba”, ale tak naprawdę praca to jest coś, co musimy wykonać współpracując z Bogiem, a więc zaprzeć się siebie, ukrzyżować własne Ja, pozwolić Bogu, aby penetrował nasze życie3Ewangelia św. Łukasza 9:23. Jak mówi Słowo, oddać Mu całe swoje serce i oddać jego tron, tron serca naszego życia, Jezusowi Chrystusowi4Ewangelia św. Marka 12:30. Niestety, w tym wyżej wymienionym konflikcie, który opisałem, bardzo często cielesność i materializm wygrywa, bo wolimy iść na skróty, aby zobaczyć jak najszybciej efekty. Tymczasem duchowy wymiar rzeczywistości wymaga czasu. Bardzo często obserwuję ludzi, którzy próbują sobie tłumaczyć, relatywizując nieznane pokłady duchowego życia po to, aby nie ukazywać swoich słabości. Jezus chodząc po ziemi, podzielił się z uczniami troską pytając, czy znajdzie miłość na ziemi, kiedy powtórnie przyjdzie. To tak, jakby chciał powiedzieć „kiedy przyjdę powtórnie, zobaczę ludzi, którzy żyją tu i teraz, i nie obchodzi ich nic więcej, co wykracza poza ich realny świat”. A więc jest to miłość skierowana często ku sobie samemu, a nie ku Temu, który jest Panem życia.

Brak zrozumienia tożsamości Chrystusowej

Warto w tym miejscu powiedzieć sobie, czym naprawdę jest duchowy wymiar. Wierzymy, w ten biblijny obraz świata duchowego, który do końca nie jest poznany i tak, jak mówi nam ap. Paweł, że nasze poznanie jest cząstkowe5I List do Koryntian 13:12, tak poznanie tego świata jest również niemożliwe do końca. Możemy powiedzieć, że na świat duchowy składa się Królestwo Boże, którego Panem i Władcą jest Jezus Chrystusa, i częścią Niego jest Kościół, ten tu na ziemi widzialny i ten, który odszedł do Pana, i drugie – Królestwo Ciemności, na czele którego stoi szatan zarządzając demonami, o których czytamy w liście do Efezjan6List do Efezjan 6:12, że jest to zhierarchizowany świat od najmniejszych demonów po zwierzchności i władze, zarządzające całymi obszarami na kuli ziemskiej. Ten właśnie świat duchowy przenika świat widzialny, materialny. Ale jednocześnie wielu jest skłonnych mówić „mój świat jest realny, wierzę w Boga, oddałem swoje życie Jezusowi, ale nie bardzo chcę wierzyć w demony i ich działanie”.

Strach przed szatanem i jego demonami to też, tak naprawdę, brak zrozumienia kim jestem w Jezusie Chrystusie. Jeśli nie uświadamiam sobie każdego dnia, że Jezus Chrystus jest moim Panem, który rozbroił nadziemskie moce, władze i zwierzchności na Krzyżu i wystawił je na pośmiewisko, a mnie uczynił dziedzicem wszystkich obietnic, które dane zostały począwszy od Abrahama, jeśli nie przyjmuję faktu, że moje życie w Chrystusie jest życiem bezpiecznym, spełnionym, wypełnionym obecnością Ducha Świętego, Jego mocą, i nie odkrywam przez to tożsamości, jaką mam dzięki Bożej łasce, to jest tożsamości Dziecka Bożego, to wtedy nie pozostaje mi nic innego, jak uciekać i wycofywać się oraz doznawać lęku przed mocami ciemności. Jeśli jednak odkryję to i poprzez nowonarodzenie wejdę w bliską relację z Bogiem, to naturalną rzeczą, którą Duch Święty chce w nas wytworzyć, będzie odwaga, ponieważ to Duch odwagi7Księga Izajasza 11:2 i zdrowego zmysłu jest nam dany, a nie Duch strachu i lęku.

Muszę powiedzieć, że odkrycie tożsamości w Chrystusie dla wielu ludzi jest jedną z najtrudniejszych rzeczy do przyjęcia, ale dla wielu też stała się faktem, który odkryli i dzięki temu odnoszą w swoim życiu zwycięstwa jedno po drugim. Jezus nigdzie nie mówi, aby bać się szatana. Wręcz przeciwnie, powiada, aby jedynym, przed którym mamy mieć bojaźń był Bóg, Sędzia żywych i umarłych8Ewangelia św. Mateusza 10:28. Sam Jezus jedną trzecią swojej służby poswięcił na wyganianiu demonów9Ewangelia św. Marka 16:17. To przecież nic innego, jak konfrontowanie mocy Bożej z mocą szatana i jego kohort. Prawdą też jest, że uczniowie Jezusa dostali prawo wyganiania demonów w ten sposób ogłaszając zwycięstwo Golgoty. Apostoł Piotr stwierdzając, że diabeł chodzi jak lew ryczący wokoło patrząc, kogo by pochłonąć10I List Piotra 5:8-9, stwierdza jednoznacznie i dobitnie, aby przeciwstawić mu się będąc mocnym w wierze, a wtedy on ucieknie.

Podsumowując ten krótki tekst, chcę powiedzieć, że jedynym rozwiązaniem, aby nie bać się duchowych zakrytych, tajemnych rzeczy, jest bycie mocno ugruntowanym w Chrystusie i wierze.

Przypisy   [ + ]

1. I List do Koryntian 2:11-16
2. Objawienie Jana 3: 15-17
3. Ewangelia św. Łukasza 9:23
4. Ewangelia św. Marka 12:30
5. I List do Koryntian 13:12
6. List do Efezjan 6:12
7. Księga Izajasza 11:2
8. Ewangelia św. Mateusza 10:28
9. Ewangelia św. Marka 16:17
10. I List Piotra 5:8-9

O autorze