Czy jesteś uczniem Chrystusa?

Czy jesteś uczniem Chrystusa?

„Mowa szczera trwa wiecznie, lecz fałszywa tylko chwilkę.” Tak mówi Salomon w przypowieściach1Przypowieści Salomona 12:19. To zdanie, które wypowiedział mądry król, moim zdaniem w stu procentach można zastosować jako ponadczasowe do określenia chrześcijanina. Zapewne intryguje Cię pytanie „czy jesteś uczniem Chrystusa?”. Czy jesteś prawdziwym chrześcijaninem? Na przestrzeni wieków, a właściwie odkąd Kościół istnieje, istnieli tzw. prawdziwi chrześcijanie i fałszywi bracia. W tym poście chcę przedstawić biblijny punkt widzenia i podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat bycia prawdziwym uczniem Jezusa. Obecnie warto sobie postawić to pytanie, ponieważ całe chrześcijaństwo obejmuje przeszło jedną trzecią populacji ludzkości na ziemi. Liczba kościołów różnych wyznań rozrosła się do niespotykanych jak dotąd rozmiarów. Czy jednak można by powiedzieć z całą stanowczością, że wszyscy, którzy należą do tychże kościołów są prawdziwymi uczniami Jezusa? Tu rodzi się kolejne pytanie, czy ilość idzie w parze z jakością?

Uczeń Jezusa nie mija się z Mistrzem

A może jednak jest tak, jak mówi Jezus: „nie każdy kto do mnie mówi Panie, Panie, wejdzie do królestwa Bożego”2Ewangelia św. Mateusza 7:21? Pan Jezus, kiedy chodził po ziemi, uprzedzał uczniów, że podczas Jego powtórnego przyjścia będą tacy, którzy powoływać się będą na swoją działalność chcąc dostać się do Królestwa Bożego. Będą argumentować, że mówili językami, wypędzali demony, modlili się. Robili wszystko to, co wydaje się właściwe i odpowiednie dla kościoła. Jednak z jakim wielkim rozczarowaniem usłyszą odpowiedź Pana, że On ich nigdy nie znał? Bo tego, czego tak naprawdę zabrakło w ich życiu to naśladowanie Mistrza w codzienności wobec innych ludzi. Czym więc jest bycie prawdziwym uczniem Pana według Niego samego? Napewno z całą pewnością można powiedzieć, że często mijamy się ze zrozumieniem tego pytania. Z naszym Mistrzem. On idzie głębiej, dalej, widzi naszą przyszłość, a właściwie całą naszą egzystencję od narodzin do śmierci. I wie to, czego my nie wiemy a czego doświadczamy i jakby poznajemy poprzez każdy dzień naszej wędrówki aż do ostatecznego spotkania z Panem. Warto sobie stawiać to pytanie każdego dnia, zanim staniemy przed ludźmi i powiemy im „cześć, to ja, uczeń Jezusa”. Ponieważ, jeśli rzeczywiście jesteśmy uczniami Jezusa, to ludzie to zobaczą, ale jeśli nie jesteśmy, to bardzo szybko to uchwycą i wykorzystają przeciwko nam. Przejdźmy teraz do konkretów. Warto wrzucić tutaj parę kamyków, do naszych kościelnych ogródków.

Uczeń Jezusa poświęca się i pomaga

Jednym z tych kamyków jest prawda, która obnaża nasze chrześcijaństwo. Mówi ona o tym, że jeśli nie jesteś gotowy się poświęcić, aby pomóc drugiemu człowiekowi, to tak naprawdę nie jesteś gotowy oddać swojego życia Jezusowi. Bawi mnie często deklaracja tzw. ludzi wierzących, którzy lubią o sobie mówić „my wierzący, my chrześcijanie” z pewną dumą i pewnością, podczas kiedy nie są zainteresowani, aby dokonać jakiegoś gestu wobec drugiej osoby.  Nie chodzi tu wcale o jakieś wielkie gesty miłosierdzia czy akcji zbierania środków na jakąś pomoc. O mobilizowanie się, aby zrobić coś od akcji do akcji, o nie, w tym to jesteśmy dobrzy. Lubimy nawet, kiedy na jakiś szczytny cel przyjdzie nam raz do roku wrzucić do worka 100zł. Czujemy się wtedy chrześcijanami, jednak nie o takim chrześcijaństwie Pan Jezus mówi. Nie od akcji do akcji. Uczeń Jezusa to nie akcyjny chrześcijanin, który ze zrozumieniem i łzami w oczach wysłucha świadectwa podczas zbierania kolejnej ofiary na jakiś szczytny cel: pomocy powodzianom, ofiary trzęsienia ziemi czy dla kogoś w dramatycznej sytuacji życiowej.

Dostrzeż ludzi w potrzebie

Prawdziwy uczeń Jezusa w praktyce, jest gotowy konsekwentnie, codziennie, wbrew temu jak się czuje, nawet co myśli, czy ma dobry nastrój czy zły. Wybiera Jezusa Chrystusa i naśladuje go. Jest gotowy zawsze rozejrzeć się wokół siebie i dostrzec, że oprócz tych wielkich akcji organizowanych przez jego Kościół są też pojedynczy ludzie. Sąsiedzi, krewni, bracia i siostry z kościoła. Którzy może nie potrzebują wielkich, spektakularnych działań żeby im ulżyć w życiu, ale potrzebują tych drobnych, nieraz tylko dla nich uciążliwych, a dla innych błahych, rzeczy i spełnienia potrzeby. Prawdziwy uczeń Jezusa potrafi to dostrzec i stać się wonnością dla nich. Stać się prawdziwym posłańcem Chrystusa, który przyszedł, aby ludzi zbawić, nakarmić, opatrzyć, spragnionemu dać pić, a zbolałych i drżących ze strachu ukoić. Kiedy chwycisz ten kamień, który wpadł w tej chwili do twojego ogródka, na którym napisane jest „Prawda”, to pomyśl i zrób sobie listę ludzi, którym pomogłeś. Sporządź sobie drugą listę z ludźmi, którzy prosili Cię o pomoc, a im nie pomogłeś i sporządź sobie trzecią listę ludzi, którzy potrzebują Twojej pomocy. Kiedy tak sobie spojrzysz na liczbę tych ludzi, alarmującym będzie to, kiedy okaże się, że więcej ludzi jest na liście 2 i 3, a najmniej na 1. Nie wahaj się, aby to zmienić jeśli naprawdę chcesz być prawdziwym uczniem Jezusa.

Uczeń Jezusa przebacza

Patrząc na nasz ogród widzę jeszcze jeden kamyk. On nazywa się brak przebaczenia. Muszę go wyciągnąć i parę słów o nim powiedzieć. Po pierwsze, tak łatwo przychodzi chrześcijanom artykułować swoje potrzeby. O, już słyszę „znowu ta sama śpiewka”. Widzę te rozemocjonowane twarze, które z wbitym i obłąkanym wzrokiem wpatrują się we mnie i mówią „pastor musi, pastor powinien, pastor nie chce słuchać co inni myślą?” itd. Tylko zastanawiające jest to, że Ci, którzy to często mówią i powołują się na Ducha Świętego, że się modlili, że się modlą, że Duch Święty do nich mówi, okazują w swoim myśleniu jeden mały feler. Mianowicie, wypowiadają swoje potrzeby jakby nie zauważając, że druga strona również je posiada. A kiedy ta pierwsza strona nie zaspokoi ich żądań, nie spełni ich życzeń, nie dostosuje się do ich wyobrażenia to wtedy łatwo unoszą się gniewem, obrażają, przestają płacić dziesięcinę lub usprawiedliwiają się, że „teraz moja dziesięcina pójdzie na inny cel”. Tak naprawdę wynika to z tego, że się po prostu obrażają i chodzą w braku przebaczenia. Nie potrafią zobaczyć, że często to oni sami podejmują decyzje i ponoszą ich skutki. Słowo „przebaczenie” ma dla nich znaczenie tylko wtedy, kiedy to ktoś im ma przebaczyć. Tutaj oczywiście potrafią głośno krzyczeć, że zostali przez kogoś skrzywdzeni, źle potraktowani, albo kiedy oni kogoś źle potratują, głośno domagają się tego, aby ten ktoś zastosował ewangeliczną zasadę darowania win. Wydaje mi się, że takich chrześcijan wokół nas jest pełno. Zapominają o słowach Boga do człowieka: „jeśli odpuścicie ludziom ich przewinienia, Ojciec, który jest w niebie, przebaczy wam i wasze”3Ewangelia św. Mateusza 6:14.

Bądź empatyczny

Po drugie, ze słowem przebaczenie tak mocno i ściśle powiązane jest słowo serce. Prawdziwy uczeń Jezusa ma serce mięsiste. Mięsiste znaczy wrażliwe na innych, współczujące lub, nie bójmy się użyć tu słowa popularnego współcześnie, czyli empatyczne. Prawdziwy chrześcijanin jest empatyczny. Tak jak Jego Mistrz. Piękny obraz widzimy w Ewangelii, kiedy Jezus wjeżdża do Jerozolimy, zatrzymuje się na wzgórzu, poruszony do głębi ze spływającymi łzami po policzkach, odczuwający jak matka płód nosząca w swoim łonie. Lituje się i przeżywa tragizm nadchodzących dni dla Jerozolimy i jej mieszkańców. Zadaj sobie więc drugie pytanie, czy potrafisz być tak empatyczny jak twój Mistrz? Miłosierdzie bowiem góruje nad sądem. Empatia jest siostrą pokory.

Uczeń Jezusa działa z miłości

Kamyków, które są w ogródku naliczyłem więcej, wyciągnę jeszcze jeden i położę go obok tych dwóch. Ten trzeci kamyk to jest bezinteresowność. Kiedy dzisiaj zapytalibyśmy ludzi, dlaczego chodzą do kościoła tego czy innego, usłyszelibyśmy całą litanię plusów i minusów tego, w którym są lub nie. Czym są te plusy dla nich? Są motywacją. Czy ja mówię, że to źle? Ależ nie! Wcale nie mam na myśli tego, że nie mamy dostrzegać plusów i być w miejscu, w którym powołał nas Bóg. Mówię o czymś zupełnie innym. Mówię o tym, że prawdziwy uczeń Chrystusa wszystko co robi, co daje, robi i daje nie licząc na zwrot, na jakąś zapłatę. Nie ma motywacji by otrzymać coś w zamian, tylko daje i dzieli się tym, co posiada dlatego, że tak Pan Jezus o tym mówi, że tak naucza Słowo Boże. Ma głęboko w sercu wpojoną zasadę, że cokolwiek się robi dla Królestwa Bożego, robi się z miłości do Boga, w Imieniu Pana Jezusa, na chwałę Ojca. I to mu wystarcza, aby nigdy nie dać się zatrzymać. Więc kiedy odkrywa błogosławieństwa wynikające z Prawa Siania4II List do Koryntian 9:6 to, bez względu na okoliczności i sytuacje, nie zatrzymuje się, nie obraża i nie przestaje się dzielić, tylko jest wierny w tym. I zawsze gotowy, aby na pierwszym miejscu służyć w Kościele, bezinteresownie.

Uczeń Jezusa trwa w wierności

Chciałem zatrzymać się na tych trzech kamykach, ale zobaczmy jeszcze jeden, ostatni. Leży obok tego trzeciego, a napisane na nim jest wierność. Prawdziwy uczeń Jezusa jest świadom wypowiadanych słów podczas obrzędu chrztu. A brzmią one mniej więcej tak: „Ślubuję wierność Chrystusowi do końca moich dni”. Niestety rozmach i ilość chrześcijan na świecie nie świadczy o tym, że wierność jest podstawową cnotą w ich życiu. Wierność Bogu, wierność wspólnocie lokalnej, wierność wobec małżonków, przyjaciół. Wierność w małych sprawach, a potem wielkich, niestety nie jest na pierwszym miejscu w hierarchii wartości wielu chrześcijan. Ale stu procentowo jest na samym szczycie wartości prawdziwego chrześcijanina, który traktuje wierność jako naturalną cechę jego życia z Chrystusem. Prawdziwy uczeń jest wierny wobec swojego mistrza do końca. Towarzyszy mu zarówno wtedy, kiedy mistrz jest na samym szczycie, ale też wtedy kiedy mistrz potrzebuje wsparcia, opieki, zadbania o jego potrzeby. Przy nim jest uczeń, gotowy bezinteresownie służyć swojemu panu.

Uczeń Jezusa jest prawdziwie szczery

Tytuł tego wpisu pewnie zasugerował ci, że będzie to bardziej teologiczny wywód na temat cnót prawdziwego chrześcijanina. Tymczasem ja chciałem dotknąć nie suchej teologicznej wiedzy na temat dogmatów związanych z chrześcijaństwem, ale ukazać w prosty i niezawiły sposób te podstawowe i najważniejsze fakty, które właśnie z tego powodu, że są takie proste, dla wielu często są nie do wykonania. Jestem przekonany, że moglibyśmy to wszystko streścić podsumowując w kilku zdaniach. Jedno zostało już powiedziane na samym początku. To jest szczerość. Z niej wypływa szczera rozmowa. Szczerość ma swoje korzenie głęboko zapuszczone w sercu. Bóg patrzy na serce i nawet jeśli szczere serce pozwoli, aby słabe ciało upadło, to nadal w oczach bożych stanowi największą wartość. To powoduje, że Bóg podnosi je za każdym razem, kiedy człowiek szczery upada. Istotą i kwintesencją bycia prawdziwym chrześcijaninem nie jest bycie perfekcyjnym człowiekiem od A do Z, który nigdy nie popełnia pomyłek, nie myli się, jest absolutnie idealny. Nie ma takich ludzi. I nigdy nie będzie, oprócz jednego, Jezusa. Prawdziwą istotą prawdziwego chrześcijanina nie jest zwalczanie innych, którzy różnią się w poglądach teologicznych, eklezjalnych itd. Nie jest też udowadnianie swoich racji ani przekonywanie, że „ja jestem prawdziwy chrześcijanin, więc ja wiem lepiej”. Stylem życia prawdziwego chrześcijanina nie jest hejtowanie na Facebook’u i innych portalach czy forach internetowych wszystkich tych, których uważam za mniej duchowych czy mylących się co do istoty kościoła i wyznawanej wartości. Prawdziwym i jedynym źródłem życia prawdziwego chrześcijanina jest szczere serce oddane na tron Chrystusowy. Amen.

Przypisy   [ + ]

1. Przypowieści Salomona 12:19
2. Ewangelia św. Mateusza 7:21
3. Ewangelia św. Mateusza 6:14
4. II List do Koryntian 9:6

O autorze